Twitter, gaz, gospodarka: Dziś jest rzeczą oczywistą, że nie chodzi o pieniądze – robią wszystko, by was zniszczyć

Elonowi Musk;owi i Władimirowi Putinowi należą się podziękowania za to, że w ciągu zaledwie kilku dni obnażyli bluff  XXI wieku. Obydwaj, na swój sposób uświadomili wszystkim coś niesamowitego: że dla rządzących pieniądze nie mają znaczenia

Jak to? – Wychowaliśmy się na dogmatach materializmu. Liberałowie twierdzili, że wszystko robione jest dla zysku; że istnieje widzialna ręka kierująca historią zgodnie z tym, jak działają rynki, które kierują się chęcią zarabiania pieniędzy. Przez dziesiątki lat zmagaliśmy się także z marksistami, którzy uważali, że ekonomia jest motorem historii. Jednym słowem, że wszystko dzieje się dla pieniędzy, kropka.

Teraz dowiadujemy się, że tak nie jest; że być może było tak do końca XX wieku; a wiek XXI – jak widzimy – jest zupełnie inny. Wydaje mi się jednak, że tak było zawsze…

Omówmy kwestię w odpowiedniej kolejności.

Elon Musk, właściciel firm Tesla i SpaceX – najbogatszy człowiek świata, próbuje kupić Twittera. Najpierw wyłożył 3 mld USD i przejął około 10% akcji. Zrobił to, jak sam powiedział, ze względu na kwestię wolności słowa, którą postrzega na jego ulubionej platformie jako naruszaną, za co niejednokrotnie wpadał w tarapaty: został postawiony przed sądem przez osobnika – który uratował tajskie dzieci tonące w grocie – za nazwanie go pedofilem; amerykański regulator giełdy, SEC, kilkakrotnie karał go za jego tweety, nakładał na niego grzywny, wymógł nawet nadzór na nim.

W ostatnich tygodniach, Musk określał się jako free, speech absolutist, czyli bezwzględny zwolennik wolności słowa, która, jak wiemy, w USA chroniona jest w sposób święty i mistyczny przez Pierwszą Poprawkę do Konstytucji: na początku konfliktu (na Ukrainie) Musk napisał na Twitterze, że pewien rząd (nie sprecyzował jaki; stwierdzi jedynie, że nie był to rząd w Kijowie) poprosił go o zablokowanie na jego satelitach wszystkich rosyjskich kanałów, a on odmówił.

Teraz Elon posunął się jeszcze dalej. Po tym, jak chwilowo – o czym poniżej – stał się posiadaczem największej puli akcji Twittera, odmówił wejścia do jego zarządu, podnosząc poprzeczkę w sposób jeszcze bardziej szalony: Musk zaoferował ponad 40 miliardów dolarów (żeby było jasne: PKB Mołdawii wynosi 12 miliardów) aby wykupić wszystkie akcje Twittera będące w obiegu, a tym samym wycofać platformę z giełdy, położyć kres cenzurze (obecnie orwellowsko nazywanej “moderowaniem treści”) oraz blokowaniu użytkowników. Prawdopodobnie pamiętacie, że Twitterowi udało się usunąć z platformy prezydenta USA, gdy ten sprawował jeszcze swój urząd, a był nim Donald Trump.

Odpowiedzią zarządu Twittera (jego członkowie, jak się okazało, nie posiadają razem nawet 1% akcji) było zabarykadowanie się i wymyślenie tzw. “trującej pigułki”, czyli w praktyce sztuczne “rozcieńczenie” ceny akcji, aby  zapobiec przejęciu firmy. https://www.investopedia.com/terms/p/poisonpill.asp

W praktyce jest to wybór nieekonomiczny: członkowie zarządu powinni (ustawowo!) dbać o interesy akcjonariuszy, a oferta Muska jest więcej niż dobra dla firmy, która w zasadzie od zawsze borykała się z problemem stagnacji w tworzeniu wartości przedsiębiorstwa.

Nic z tego: zabarykadowali się, wzmocnieni nieprawdopodobnymi wprost przekazami ze strony amerykańskiej lewicowej inteligencji, całkowicie spanikowanej: CNN i CNBC nadały materiały, w których Muska nazwano rasistą, przypominając o jego południowoafrykańskim pochodzeniu. Felietonista Max Boot wspominał ostatnie dni weimarskich kawiarni przed nadejściem Trzeciej Rzeszy. Na łamach Washington Post, szefowa Reddit  – Ellen Pao (znana głównie ze skandali seksualnych i denuncji, gdy pracowała w Dolinie Krzemowej) https://en.wikipedia.org/wiki/Ellen_Pao posunęła się do napisania, że miliarderom należy uniemożliwić kontrolowanie mediów, a zrobiła to za pośrednictwem Washington Post, który należy do Jeffa Bezosa, szefa Amazon, drugiego po Musk’u najbogatszego człowieka na świecie, a także jego bezpośredniego antagonisty w prywatnym wyścigu o przestrzeń kosmiczną.

Jeszcze bardziej interesująca była jednak natychmiastowa i niezapowiedziana reakcja na najwyższych szczeblach finansjery z Wall Street. Vanguard Group – wraz z BlackRock – jedna z największych firm inwestycyjnych na świecie, bardzo szybko i po cichu kupiła 82,4 mln akcji Twittera, stając się 10,3% udziałowcem firmy – w praktyce przebijając Muska o zaledwie garść akcji.

Vanguard zarządza aktywami o wartości około 8 bilionów USD, posiadając ogromne udziały w rekordowej liczbie spółek z indeksu S&P 500, tj. największych amerykańskich spółek pod względem wartości na giełdzie.

O firmie Vanguard mówiło się wiele w czasie 2-letniego okresu “pandemii” ze względu na jej szerokie zainteresowania: Vanguard posiada 8,12% udziałów w Pfizer, 3,5% w AstraZeneca, 7,71% w Facebooku –  firmach, które w czasie pandemii – jak pisze witryna włoskich przemysłowców Il Sole 24 Ore – charakteryzowały się pewnym elementem wspólnym – ich udziałami w większości międzynarodowych koncernów produkujących broń, wśród których można wymienić Lockheed Martin Corporation, Raytheon RTN, Bae Systems, Northrop Grumman Corporation & Orbital ATK oraz General Dinamics. Gazeta włoskiej Confindustrii pisze również, że w kontekście włoskim “Vanguard posiada ekspozycję na Piazza Affari (giełdzie mediolańskiej) w wysokości ponad 9 miliardów”.

Musk’owi nie wolno więc przejmować Twittera, nawet jeśli chce zrobić to zgodnie z przepisami i nawet jeśli chce za niego przepłacić. To system, we wszystkich swoich mechanizmach – od hierofantycznych gazet po ukrytych decydentów, którzy obracają bilionami dolarów – postanawia, że tak właśnie ma być.

Jest więc coś, co znaczy więcej od pieniędzy. Cóż to może być?

Chodzi o kontrolę. Kontrolę myśli, kontrolę dyskusji. Ten, kto włada Twitterem, włada pewną częścią opinii publicznej – przynajmniej tą, która uchodzi jeszcze za dziennikarzy, którzy – jak słusznie zauważył komik i prezenter Fox’a (nie zawsze zabawny) Greg Gutfeld – są uzależnieni od Twittera jak od narkotyku. Jest to sieć społeczna wypowiedzi, informacji sensacyjnych, ciągłego przepływu słów i nagrań wideo o natychmiastowym znaczeniu.

(Tak było w przypadku Donalda Trumpa, który wykorzystał Twittera do unieszkodliwienia systemu mass-medialnego, mającego za zadanie sabotowanie jego kampanii wyborczej w roku 2016. Wartość Twittera wzrosła wraz z pojawieniem się Trumpa, a spadła, gdy go z niego wyrzucono – gdyby potrzebny był komuś dodatkowy dowód na to, że panom i władcom świata nie zależy na pieniądzach)

Tak więc, aby utrzymać wodze narracji, udziałowcy i członkowie zarządu godzą się na stratę pieniędzy. Na stratę dużej ilości pieniędzy. Wielkość Elona Muska przejawiła się także w tym, że ustalił cenę cenzury wolnej myśli: oferujesz im 40 miliardów, a oni odmawiają.

Tak to wygląda: posłuszeństwo ludu, podporządkowanie się przez ludzi opowiadanym im historyjkom, jest warte o wiele, wiele więcej niż pieniądze. Cały system (od “szczepionek” po kwestię stabilności finansowej) opiera się na tej samej narracji. Jej upadek oznaczałby utratę wszystkiego. Utratę bilionów dolarów, rzecz jasna. Utratę władzy – raz na zawsze. Przede wszystkim utratę kontroli.

A zatem wszystko co robią, absolutnie nie robią tego dla pieniędzy.

To samo można powiedzieć o gazie ziemnym, oleju napędowym, gospodarce, o żywności. Za ich niedobór, który wkrótce będzie odczuwalny w niepokojący sposób, obwinia się dziś Putina. Dzieje się tak pomimo faktu, że problemy z gazem pojawiły się zanim rozpoczęła się Operacja “Z”. Włoski minister ds. transformacji ekologicznej wygłaszał jeremiady i uciekał się do rusofobii, także w obliczu faktu, że Moskwa sprzedała nam w tym roku więcej gazu niż zwykle – i to po wspólnie uzgodnionej cenie.

Globalny łańcuch dostaw był już wcześniej w totalnym kryzysie z powodu szaleństwa dwuletniego lockdownu światowego. Pewien znajomy przemysłowiec powiedział mi, że ponosi konsekwencje także chwilowej blokady Suezu.

Inflacja w USA była wysoka, a ceny benzyny za galon osiągały dystopijne wartości, na długo przed wkroczeniem rosyjskich czołgów na Ukrainę.

Interesująca jest jednak późniejsza reakcja: przywódcy Zachodu, od Draghiego, przez Johnsona, Scholza, Bidena i innch, mimo że od miesięcy wiedzieli o nadciągającym tsunami inflacyjnym, mimo że wiedzieli o kryzysie zaopatrzenia w paliwo, zboże i nawozy, postanowili – w sposób tak natychmiastowy, że sugeruje to, iż był to plan od przygotowywany od pewnego czasu – nałożyć na Rosję totalne sankcje, praktycznie odcinając własne kraje od wszystkich rosyjskich surowców, których niedobór występował już wcześniej i od których byliśmy uzależnieni.

Zastanówcie się nad tym: to jest po prostu szalone. Zraniłeś się w stopę, bo nadepnąłeś na gwóźdź: bierzesz karabin i strzelasz sobie w stopę, utrzymując jednocześnie, że zrobiłeś coś wspaniałego.

To znaczy, podobnie jak ci z zarządu Twittera, nasi politycy, nasi grand commis, nawet w najmniejszym stopniu nie myślą o interesach własnych udziałowców, czyli Włochów, włoskich firm itd.

Przedsiębiorstwa potrzebują gazu, gliny (dla produkcji sławnej włoskiej ceramiki), zboża; nie tylko są zmuszone kupować masę rosyjskich surowców, ale także (o czym nigdy nie powinniśmy zapominać) chcą eksportować do Rosji nasze zawsze cenione tam produkty.

A naród trzeba także nakarmić: z tego, co wiemy, grozi nam kryzys żywnościowy, a w ślad za nim dalszy kryzys migracyjny z Afryki, gdyż Afrykańczycy będą uciekać przed własnym głodem i przedostawać się do naszego głodu.

Sami widzicie: nie ma w tym wszystkim żadnego aspektu ekonomicznego. Nie ma tu ani jednej decyzji, która miałaby coś wspólnego z rozwojem, z ochroną gospodarki, z pieniędzmi.

Mogą nam pokazywać tysiące razy w telewizji, jak Draghi, Di Maio i Descalzi – dyrektor ENI jadą z kapeluszami w dłoniach do Algierii, Azerbejdżanu, Kataru, Konga, aby dowiedzieć się, czy będą w stanie zastąpić gaz rosyjski: wszyscy wiemy, że jest to niemożliwe, prawdopodobnie nie tylko na krótką metę, ale że jest to w ogóle niemożliwe. Niemożliwe, a przede wszystkim nieekonomiczne.

A więc dlaczego oni to robią? – Dlaczego dokonują wyborów, które są sprzeczne z potrzebami społeczeństwa?

Jak mogą podejmować decyzje, które prowadzą do głodu i śmierci?

Odpowiedź jest bardzo prosta, a ci, którzy czytają stronę Renovatio 21, już ją znają: ponieważ taki właśnie jest plan.

Tym planem jest redukcja. A redukcja gospodarcza oznacza redukcję populacji.

Zjawisko redukcji gospodarki jest widoczne dla wszystkich.

Zamykane są firmy, niszczony jest łańcuch dostaw. Kiedy zamyka się fabrykę, szkodę ponoszą nie tylko jej właściciele, pracownicy i terytorium, ale cały rozległy system. Znajomi rolnicy mówią mi, że mają problemy ze znalezieniem butelek na wino czy oliwę – producenci szkła zamykają zakłady, bo gaz jest za drogi.

Supermarkety w różnych krajach Europy zdecydowały się na ogromne podwyżki i reglamentację.

Brak oleju napędowego – kolejnego surowca, który sprowadzaliśmy z Rosji, zablokuje nie tylko właścicieli Volskswagenów Golf, ale cały transport drogowy: ciężarówki jeżdżą na oleju napędowym, a bez ciężarówek na drogach nie da się transportować towarów ani też dostarczać żywności na półki sklepowe.

Rachunki osiągają niebotyczne kwoty: wiele osób mówi nam, że z powodu niemożności poradzenia sobie z tego rodzaju nierealistycznymi rachunkami zamierzają zmienić miejsce zamieszkania – wyprowadzić się – zostawić dom, który należał do rodziny od wielu pokoleń i zamienić go na mniejszą przestrzeń. Praktykują downsizing nieruchomościowy w swoim własnym życiu – z niespotykanych dotąd powodów (koszty energii elektrycznej i gazu).

Redukcja liczby ludności jest czystą tego konsekwencją. Do zniszczeń gospodarczych dochodzi terroryzm – rozprzestrzenianie się niemożliwej do pokonania desperacji, która działa jak antykoncepcja racjonalna.

Pamiętacie dane dotyczące przyrostu naturalnego w czasie trwania tzw. Covida? – Po upływie niespełna 9 miesięcy od pierwszego lockdownu urodziło się o 22 % mniej dzieci.

W ubogim świecie, który zostanie zalany masami bezrobotnych i związaną z tym faktem przemocą (do której zwiększenia z pewnością przyczynią się miliony sprowadzonych w tym celu Afrykańczyków, od dawna przyzwyczajonych do życia w krajach rozpadających się), kto tak naprawdę będzie chciał mieć dzieci?

Mamy do czynienia ze światem sterroryzowanym przez wilkołaka zmian klimatycznych, co, jak podają niektóre statystyki, jest jednym z powodów, dla których najlepiej wykształcone Amerykanki nie chcą wydawać na świat dzieci.

Poza tym, zarządzający tym światem, od lat mówią apertis verbis o konieczności redukcji liczby ludności.

Bill Gates, Warren Buffett, Rockefellerowie, a także George Soros, który chodzi do nich na kolacje, nie ukrywają, że realizują tenże program wyludnienia planety. Co więcej, nie tylko o nim mówią, ale także inwestują w niego posiadane przez nich miliardy.

Podsumowując: rządzący nie są już dłużej zainteresowani pieniędzmi. Mają ich już tak wiele, zbyt wiele.

Interesuje ich natomiast zniszczenie was wszystkich. Będzie to oznaczać upadek cywilizacji, a w konsekwencji zmniejszenie liczby ludności na Ziemi.

To jest wojna przeciwko człowiekowi – przeciwko Imago Dei. Niezależnie od tego, ile będzie to kosztować: głód, masowe aborcje i sterylizacje, wojny itp.

To prawda, że chcą zresetować świat – by upodobnić go do domostwa ich mistrza: do Piekła.